Quindao- prom do Korei
Qindao jest miastem portowym, z którego mogłem przepłynąć do Korei !!! ![]()
Raz dziennie kursują tutaj promy do Incheon, miasta portowego niedaleko Seulu…
W Chinach często dużym problemem jest dogadanie się , ponieważ niewiele osób mówi po angielsku i często trudno cokolwiek ogarnąć… Ja mialem to szczęście, że moja nowa couchsurferka okazała się mega pomocna i wyskoczyła ze mną dzień wcześniej do portu, żeby pokazać skąd mam wyruszyć kolejnego dnia po południu…
W Qindao musiałem załatwić jeszcze kilka spraw, m.in kupno nowych spodni… Pamiętacie jak pękły na dupsku po szaleńczej jezdzie rowerkiem miejskim w Fuzhou???
Zrobiło się nowe dziursko, dwa razy większe, a wszystko przez wspinaczkę po murze chińskim…
Tym razem już nie było ratunku i szkoda było mi inwestować kolejną kasę w naprawę…
Znalazłem w centrum miasta coś w stylu chińkiego adidasa i ogarnąłem sobie porty na kolejne dni podróży… za całe 80 zl ![]()
Zadbałem o to, żeby miały wzmacniane szwy tam gdzie trzeba i w znakomitym humorze skoczyłem jeszcze do supermarketu uzbroić się w miskę ryżu i warzywa, dzięki czemu trafił mi się prawdziwy obiad przed zwiedzaniem…
Quindao słynie przede wszystkim z dostepu do morza i pięknego molo, na końcu którego znajduje się odnowiony pawilonik…
Na plaży po raz pierwszy „dotknąłem” morza Żółtego… zimne, ale przy Bałtyku jacuzzi… ![]()
Na skałkach przy plaży plazy można przyjrzeć się kobietom, które nożyczkami odcinają wodorosty, potem je suszą, doprawiają i sprzedają na ulicach…
Turystów było od groma, głównie chińczyków z innych części kraju, którzy przyjechali wypocząć i skosztowac nadmorskich specjałów…
W jednym z podziemnych przejść kupilem sobie rozgwiazdę… Początkowo nie wiedziałem jak ją jeść i już chciałem odgryzć cały kawał, kiedy jakiś chińczyk przyszedł z pomocą i wyjaśnił, że trzeba otworzyć i wyskubać zielony środek
Ciekawe! ![]()
Wstąpiłem do parku Signal Hill, gdzie wspiąłem się nieturystyczną scieżką na sam szczyt i z góry mogłem podziwiać widok na całe miasto… Na górze dotarłem do punktu widokowego, który okazał się być punktem „obrotowym”… już wyjaśniam – na samym szczycie okrągłego budynku znajdował się zamknięty taras panoramiczny z obrotową podłogą, dzieki czemu siedząc na krzesełku w kilkanaście minut zrobiłem obrót o 360 stopni i moglem zobaczyć całą okolicę … ![]()
Samo miasto w wielu aspektach przypomina trochę miasteczka niemiecke… nie bez powodu.
Pod koniec XX wieku do Qindao wtargnęły niemieckie oddziały, które przez kilkadziesiąt lat odmienily wyglad miasta , a dzięki misjonarzom jak grzybki wyrosły kościoły protestanckie, które do dzisiaj stoją i czynnie działają ![]()
Nadszedl czas aby pożegnać się z Chinami… krajem,który pociągał mnie od zawsze i był dla mnie zagadką. Myślę, że po tym pobycie stał się w pewnym sensie jeszcze wiekszą zagadką, a ciekawość pojechania w bardziej dziewicze tereny na zachód zjada mnie niczym ślimak sałatę….
Tak więc pisać kto chętny, bo w przyszlości zdecydowanie ogarniam wyprawę do Tybetu… ![]()
O górach narazie musiałem zapomnieć, w porcie, po szybkiej odprawie znalazłem się na promie, który okazał się naprawdę nowoczesny i full wyposażony…
Nie ma porównania z tym, którym w zeszłym roku płynąłem przez Zatokę Perską..
Weidong Ferry, tak nazywa się spółka, przetransportowała mnie z jednego krańca morza Żółtego na drugi za całe 75 dolców… W cenie miałem swoje wyrko, gorące prysznice, kibelki, kino, knajpy i przepiękne widoki !!!
Ahoj !!!
Myślałem, że będę jedynym „białym” pasażerem na łajbie, ale spotkalem pewnego amerykanina, który płynął razem ze swoją żoną chinką ![]()
Okazali się naprawdę miłymi ludzmi, spędziliśmy razem trochę czasu podczas 17 godzinnej podróży ![]()
Rano poczęstowali mnie śniadaniem w stylu już koreańskim… czas zapomnieć o Chinach! Obieramy nowy kierunek! ![]()
KOREA!
ps.
Od jakiegoś czasu po głowie chodzi mi pomysł „zaciągnięcia” się na łajbę na kilka miesięcy… jeżeli ktoś coś słyszał, piszcie !
Chętnie popłynę przez morza i oceany ! Może być cargo ![]()














































